Minęły cztery lata od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny w Ukrainie, a ich wpływ na kraje bałtyckie jest widoczny na każdym kroku. Choć obronność przeżywa renesans, a handel z Rosją stał się wspomnieniem, nowe wyzwania czekają na rynku pracy. Czy jesteś gotów poznać kluczowe zmiany i zagrożenia, które kształtują naszą rzeczywistość?
Ten artykuł to Twój przewodnik po nowej rzeczywistości. Dowiesz się, dlaczego zwiększone wydatki na obronność nie zawsze oznaczają większe obciążenie dla gospodarki, jak zaskakująco łatwo pożegnaliśmy się z rynkami wschodnimi i gdzie leżą największe luki na naszym rynku pracy, pomimo napływu uchodźców.
Wojna jako silnik obronności: paradoksy i innowacje
Wojna w Ukrainie wywróciła nasz postrzeganie bezpieczeństwa i gospodarki. Zauważyłem, że choć pieniądze na obronność płyną szerokim strumieniem, niekoniecznie pozostają w kraju. Większość europejskiego sprzętu obronnego pochodzi z USA, a kraje bałtyckie, choć zwiększają swoje budżety obronne do 5% PKB, wciąż kupują głównie od zagranicznych sojuszników.
Jednak nie wszystko jest czarne. Po czterech latach wojny widzimy też obiecujące pozytywne zmiany:
- Litwa buduje fabrykę amunicji artyleryjskiej, która stworzy około 150 miejsc pracy i będzie produkować dziesiątki tysięcy pocisków rocznie.
- Łotwa planuje budowę dużej fabryki amunicji artyleryjskiej oraz prace konserwacyjno-montażowe pojazdów opancerzonych.
- Estonia dynamicznie rozwija produkcję dronów i pojazdów autonomicznych.
Tworzy to produkty o wysokiej wartości dodanej i znacząco zwiększa potencjał obronny regionu. Spodziewajmy się coraz więcej szybko rozwijających się firm oferujących produkty podwójnego zastosowania – dla wojska i cywilów. To długoterminowy, pozytywny impuls dla gospodarki.
Pożegnanie z rynkami wschodnimi: lekcja adaptacji
Przemysł obronny to nie jedyna branża, która odczuła skutki wojny. Wiele firm straciło tradycyjne rynki eksportowe. Litewski sektor mleczarski, który ucierpiał z powodu niemożności sprzedaży produktów do Rosji, jest tego doskonałym przykładem. Wszyscy musieli się dostosować: tworzyć nowe modele biznesowe, szukać nowych rynków i reorganizować łańcuchy dostaw.
Co ciekawe, kraje bałtyckie odłączyły się od rosyjskiego systemu elektroenergetycznego. Cena prądu wzrosła, ale zyskaliśmy niezależność. Jesteśmy w pełni zintegrowani z północnym rynkiem energii „Nord Pool”. Podobnie jest z gazem i ropą – region skutecznie dostosował się do nowej rzeczywistości energetycznej.
Tego nie można powiedzieć o wszystkich krajach europejskich. Kryzys energetyczny najbardziej dotknął Niemcy, borykające się dziś z poważnymi problemami strukturalnymi. Stare modele biznesowe przestały działać, a zamknięcie nawet dobrze prosperujących elektrowni atomowych zmusiło Niemcy do importu energii. Tanie rosyjskie paliwo było fundamentem sukcesu wielu niemieckich gigantów przemysłowych, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, metalowym i chemicznym.
Sytuację pogarsza silna konkurencja ze strony Chin. Dotowane chińskie samochody elektryczne wyróżniają się wysoką jakością i stanowią poważne wyzwanie dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Niektóre kraje, jak Węgry czy Słowacja, płacą polityczną cenę za zależność od rosyjskiej energii – widzimy tam dojście do władzy lub wzmocnienie sił prorosyjskich. W tym kontekście kraje bałtyckie jawią się jako wyjątkowo solidne i odporne.
Luki na rynku pracy: gdzie nieudana integracja boli najbardziej
Na froncie rynku wewnętrznego, integracja uchodźców wojennych w krajach bałtyckich przebiegła zaskakująco sprawnie. Ukraińcy, którzy zdecydowali się tu pozostać, stali się częścią lokalnego rynku pracy. Ich dzieci chodzą do miejscowych szkół, tworzą się sieci społeczne. Bardziej mobilni wyjechali do zachodniej Europy lub wrócili do Ukrainy.
Z ekonomicznego punktu widzenia przybycie Ukraińców do krajów bałtyckich zadziałało jak amortyzator: złagodziło niedobory pracowników w mniej płatnych segmentach i pomogło pracodawcom kontrolować wzrost kosztów pracy. Niestety, nie rozwiązało to strukturalnych braków w sektorach wymagających wysokich kwalifikacji.
Dlaczego? Istnieją jasne bariery. Lekarze, nauczyciele i wielu innych wysoko wykwalifikowanych specjalistów wymaga specyficznych kwalifikacji i znajomości języka. W administracji państwowej czy bezpieczeństwie wewnętrznym wymagane jest obywatelstwo. Widzimy paradoks: ponad jedna trzecia uchodźców z wyższym wykształceniem pracuje na nisko płatnych stanowiskach, podczas gdy wśród lokalnych mieszkańców to tylko około 7 proc.
Bałtyk stał się jeziorem NATO: nowa perspektywa dla inwestorów
We wszystkich krajach bałtyckich, a nawet w Polsce, obawiano się, że wojna odstraszy zagranicznych inwestorów. Jednak w Estonii strumienie inwestycji zagranicznych stopniowo znów zaczęły rosnąć, a na Litwie, choć realizuje się mniej zagranicznych projektów inwestycyjnych, mają one większy rozmach. Pokazuje to, że kapitał zagraniczny zaczyna postrzegać region inaczej.
Ważne są nie tylko bezpośrednie liczby inwestycji, ale także to, że środki kierowane są na tworzenie aktywów długoterminowych o wyższej wartości i miejsc pracy wymagających wysokich kwalifikacji oraz dobrze płatnych.
Kluczowy przełom nastąpił wraz z wejściem Finlandii i Szwecji do NATO. Morze Bałtyckie faktycznie stało się wewnętrznym morzem NATO. To ogromna zmiana pod względem bezpieczeństwa, którą inwestorzy rozumieją. Premia za ryzyko maleje. Nie oznacza to jednak, że możemy się rozluźnić, walka o inwestycje na globalnym rynku pozostaje zacięta i wciąż musimy udowadniać swoją wartość.
Co przyniesie przyszłość? Niepewność i szanse
Prognozowanie tego, co stanie się po zakończeniu wojny, jest jak czytanie z fusów. Nie znamy warunków: czy Ukraina będzie musiała zrezygnować z terytoriów? W jakim stopniu? Właściwie nie wiemy nawet, kiedy wojna się skończy. Choć wydaje się, że w tym roku istnieje realna szansa na jej zakończenie, proces negocjacji od dawna stoi w miejscu.
Niemniej jednak, jeśli wojna zakończyłaby się w tym roku lub na początku przyszłego, prawdopodobnie oznaczałoby to, że Ukraina zrezygnuje z co najmniej części swoich terytoriów. Oznacza to, że spora część ludzi fizycznie nie miałaby gdzie wrócić, jeśli ich domy pozostałyby na terytoriach okupowanych. Prawdopodobnie nadal żyliby za granicą, a integracja takich migrantów to niezwykle złożony proces.
Prawdą jest, że duża część migrantów już się zintegrowała: znaleźli tu przyjaciół, a nawet drugie połówki, nauczyli się języka i prawdopodobnie nie będą chcieli ponownie zmieniać życia, więc zintegrują się z gospodarką krajów bałtyckich.
Następnie nadejdzie okres odbudowy Ukrainy – wtedy zobaczymy ciekawe ruchy. Estońskie lub litewskie firmy budowlane będą pracować na Ukrainie. Prawdopodobnie część pracowników będzie się z nimi przemieszczać, być może niektórzy tam pozostaną, bo nie jest tajemnicą, że w sektorze budowlanym krajów bałtyckich pracuje wielu Ukraińców.
Trudno uwierzyć, że minęły już cztery lata od początku tej strasznej wojny. W tym czasie nauczyliśmy się żyć obok wojny, a przemysł obronny stał się nowym motorem wzrostu. Jednak wyzwania demograficzne i rynkowe w krajach bałtyckich nigdzie nie zniknęły – tylko przybrały nową formę. Nie zniknął również strach, że pewnego dnia wojna przyjdzie i do nas, jednak mam nadzieję, że uda nam się zastąpić strach pewnością siebie i sojusznikami.
Co najbardziej niepokoi Cię w przyszłości regionu? Podziel się swoimi przemyśleniami poniżej!








