Słowa mają moc – potrafią budować, ale też burzyć. Czasem jednak przekraczają granice dopuszczalnego, stając się zarzewiem nienawiści. Właśnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku litewskiego polityka Remigijausa Žemaitaitisa, który usłyszał wyrok za swoje antysemickie wypowiedzi. Ale to nie koniec tej historii. Prokuratura uważa, że kara była zbyt niska i chce ją drastycznie zwiększyć.
Ta sprawa to coś więcej niż tylko kolejny proces. To sygnał, że granice wolności słowa są jasno określone, a czyny mają swoje konsekwencje. Zastanawiasz się, co dokładnie się wydarzyło i dlaczego prokuratura żąda tak surowej kary? Wyjaśniamy szczegóły.
Od 5 tys. do ponad 50 tys. euro: Prokuratura nie zgadza się z niskim wyrokiem
Przypomnijmy, że na początku grudnia ubiegłego roku sąd pierwszej instancji skazał przewodniczącego partii „Nemuno aušra” Remigijausa Žemaitaitisa za podżeganie do nienawiści i umniejszanie znaczenia Holokaustu. Jego wyrok to 5 tysięcy euro grzywny. Politykowi zarzucono, że w maju i czerwcu 2023 roku używał obraźliwego języka, naruszającego ludzką godność i podżegającego do nienawiści wobec grupy osób ze względu na ich żydowskie pochodzenie.
Sprawa dotyczyła jego wpisów w mediach społecznościowych oraz wypowiedzi na forum parlamentu. Sąd uznał, że jego publiczne wypowiedzi przekroczyły granice konstytucyjnej wolności słowa.
Dlaczego prokuratura interweniuje?
Wygląda na to, że dla prokuratury taki wymiar kary jest nie do zaakceptowania. Główny prokurator okręgowy w Wilnie, Justas Laucius, złożył apelację, domagając się kary finansowej aż dziesięciokrotnie wyższej – ponad 51 250 euro. To znacząca różnica, która pokazuje, jak poważnie traktuje się w tym przypadku naruszenie prawa.
Co więcej, prokuratura wnioskuje o uchylenie części wyroku, która wyłączała z aktu oskarżenia epizody umniejszania ludobójstwa (Holokaustu) jako przestępstwa ciągłego. Domagają się w tej części nowego, skazującego wyroku. To sugeruje, że śledczy widzą w poczynaniach polityka szerszy i bardziej szkodliwy kontekst, niż przyjął sąd pierwszej instancji.
Co kryją słowa polityka?
W akcie oskarżenia mowa o tym, że Žemaitaitis miał rozpowszechniać ideę normalizacji antysemityzmu, umniejszając i podżegając do nienawiści wobec osób pochodzenia żydowskiego. Wskazywano, że jego wypowiedzi opierały się na niepotwierdzonych informacjach historycznych, które przypisywały grupie Żydów winę za różne zbrodnie historyczne czy sowieckie represje.
Sąd pierwszej instancji uznał, że takie wypowiedzi nasilają wrogość i utrwalają negatywne stereotypy, co stoi w sprzeczności z konstytucyjnymi gwarancjami wolności wypowiedzi. Wydaje się, że prokuratura chce podkreślić wagę tej sprzeczności i pokazać, że tego typu słowa nie mogą pozostać bez dotkliwych konsekwencji.
Warto zapamiętać: Kiedy wolność słowa się kończy?
- Granice są wyznaczone: Myślisz, że możesz mówić wszystko? Nic bardziej mylnego. Konstytucyjnie gwarantowana wolność słowa nie jest absolutna.
- Podżeganie do nienawiści to przestępstwo: Słowa skierowane przeciwko grupom narodowościowym, etnicznym czy religijnym, które mają na celu wzbudzić wrogość, są traktowane bardzo poważnie.
- Konsekwencje mogą być dotkliwe: Zarówno finansowe, jak i – w skrajnych przypadkach – pozbawienia wolności. Ta sprawa pokazuje, że kary finansowe mogą być bardzo wysokie.
Sam Žemaitaitis zapowiadał odwołanie się od wyroku. Teraz będzie musiał zmierzyć się z żądaniami prokuratury w sądzie apelacyjnym. Czekamy na rozwój wydarzeń i zastanawiamy się, czy ta sprawa wyznaczy nowy standard w egzekwowaniu prawa wobec mowy nienawiści w Polsce.
A Ty, jak uważasz? Czy kara 5 tys. euro była adekwatna, czy może prokuratura ma rację, domagając się wielokrotnie wyższej kwoty?








