Czy wiesz, że proces odzyskiwania ziemi po latach ucisku może skończyć się dla ciebie utratą wszystkiego, co cenne? Właśnie tak stało się z pewną starszą panią z Kaunasu, która jeszcze niedawno mogła uchodzić za jedną z największych posiadaczek ziemskich w regionie. Jej dziesiątki hektarów ziemi, położone w malowniczych okolicach, w rękach burmistrza syna zmieniały właściciela za symboliczne kwoty, a czasem nawet za darmo. To historia, która pokazuje, jak pewne mechanizmy odzyskiwania mienia mogą stać się narzędziem w rękach tych, którzy wiedzą, jak je wykorzystać.
Ukryta prawda o odzyskiwaniu ziemi
Proces restytucji mienia po czasach sowieckich miał być symbolem sprawiedliwości. Niestety, dla wielu przekształcił się w pole do biznesowych manewrów, gdzie korzystają głównie sprytni pośrednicy, a nie ci, którzy faktycznie ucierpieli. Przyjrzyjmy się bliżej, jak to działało w przypadku Pani A., starszej mieszkanki Kowna.
Wsparcie ze strony „zaufanej” prawniczki
Pani A. i jej rodzeństwo odzyskali prawo do wielu hektarów ziemi – od atrakcyjnych działek w samym Kownie, po rozległe połacie lasów w rejonie Molėtai i Ignaliny. Co ciekawe, sporą część tej ziemi, zwłaszcza tę najbardziej wartościową, niemal od razu przekazali synowi mera Kowna, Šarūnasowi Matijošaitisowi. Proces ten był wspierany przez prawniczkę, która miała powiązania z rodzinnym biznesem Matijošaičiai. To właśnie jej „magia prawnicza” pomogła w odzyskaniu nieruchomości.
Drobne kwoty za cenne grunty
Ceny, które padają w transakcjach z udziałem Pani A. i jej rodziny, zadziwiają ekspertów rynkowych. Podczas gdy ceny rynkowe za ar ziemi w prestiżowych lokalizacjach Kowna sięgały nawet 13 tysięcy euro, pani A. sprzedawała swoje grunty za okazyjne 1,2 tysiąca euro za ar, a czasem nawet poniżej 40 euro za ar. Niektóre działki zostały wręcz podarowane.
- Konkretne kwoty: Prawie hektar ziemi w prestiżowej dzielnicy Vičiūnai został sprzedany za 11 tysięcy euro, co daje około 1,2 tysiąca euro za ar.
- Dary w żywe oczy: Pani A. podarowała Šarūnasowi Matijošaitisowi niemal hektar ziemi w rejonie Svencelė, tuż przy wybrzeżu Morza Kurlandzkiego.
- Zaskakujące transakcje: Inny działka, przeszło 1,5 hektara, została sprzedana po 75 euro za ar.
Nieruchomości z drugiej ręki – czy to zawsze okazja?
Šarūnas Matijošaitis broni swojej strategii, twierdząc, że płacił tyle, ile prosili sprzedający, i że był bardziej hojny niż państwo w kwestii odszkodowań. Argumentuje również, że wartość nieruchomości wzrosła dzięki jego inwestycjom w infrastrukturę i uporządkowanie terenów. Jednak porównanie cen jego zakupu z cenami rynkowymi w podobnym czasie wydaje się bezlitosne.
Molėtai i Ignalina: ziemia za cenę obiadu
Transakcje obejmowały również tereny poza Kownem. Ponad 13 hektarów ziemi w rejonie Molėtai zostało sprzedanych za 10 tysięcy euro, co daje niecałe 7,5 euro za ar. Podobne ceny, około 14,5 euro za ar, padły w kolejnych transakcjach. Rynkowa cena za ar w tym regionie wynosiła około 300 euro.
- Zysk z darowizny: Hektar lasu w rejonie Molėtai, podarowany przez Panią A., po sprzedaży przez Matijošaitisa przyniósł mu prawie 150 tysięcy euro zysku.
- Ziemia za cztery euro?: Firma „VM Investments”, kierowana przez Matijošaitisa, nabyła działki ziemi w Lampėdžiai niemal za bezcen – za cztery euro za kilka działek o łącznej powierzchni 57 arów.
Państwo i samorząd w tle
Część ziemi, która trafiła w ręce syna mera, była wcześniej gruntami miejskimi, które samorząd Kowna kontrolowany przez ojca Matijošaitisa, udostępniał do celów restytucji. Sugeruje to, że procesy te mogły być z góry ukierunkowane, a lokalne przepisy zmieniane w dogodny sposób.
Zakończenie i otwarta dyskusja
Historia Pani A. i fortuny zgromadzonej przez syna mera to tylko jeden z wielu przykładów, jak mechanizmy prawne mogą być wykorzystywane do nieuczciwych praktyk. Pozostaje pytanie: kto tak naprawdę powinien skorzystać na przywracaniu utraconego mienia, i czy zawsze działa tu sprawiedliwość?








