Czy widziałeś tę scenę podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu i zastanawiałeś się, co właściwie oglądałeś? Pojawiły się doniesienia o parodii jednego z najważniejszych dzieł sztuki chrześcijańskiej, co wywołało burzę wśród wiernych na całym świecie. Szczególnie bulwersujące jest to, że po początkowych zaprzeczeniach, sami artyści przyznają się do inspiracji tym iconicznym obrazem. Warto dowiedzieć się, co tak naprawdę chcieli przekazać i dlaczego Komitet Olimpijski zdecydował się milczeć, zamiast otwarcie odpowiedzieć na zarzuty.
Niezrozumiana scena czy celowa prowokacja?
Ceremonia otwarcia XXXIII Letnich Igrzysk Olimpijskich, która odbyła się 26 lipca, miała być świętem sportu i kultury. Jednak jedna ze scen wywołała lawinę kontrowersji. Wśród uczestników znaleźli się drag queens, model transseksualny oraz kobieta w koronie przypominającej aureolę, którzy usiedli przy stole w pozie naśladującej słynny obraz Leonarda da Vinci „Ostatnia Wieczerza”. Tuż obok pojawił się mężczyzna pomalowany na niebiesko, którego interpretowano jako greckiego boga Dionizosa.
Co mówią artyści?
Początkowo Paryski Komitet Organizacyjny Igrzysk Olimpijskich próbował łagodzić sytuację, twierdząc, że scena przedstawiała jedynie „interpretację greckiego boga Dionizosa, która ma uświadomić absurdalność przemocy międzyludzkiej”. Co więcej, argumentowano, że był to jedynie element celebracji tolerancji między społecznościami. Jednak sami twórcy tej kontrowersyjnej części widowiska, w tym francuska drag queen i raper znana jako Piche, wypowiedzieli się dla mediów, jasno zaznaczając, że celem było odtworzenie ikonicznego obrazu.
- Twórcy przyznają: Chcieliśmy nawiązać do „Ostatniej Wieczerzy”. Według Piche, scena ta nie była prowokacją, a jedynie odwołaniem do powszechnie znanego wizerunku, który od dekad pojawiał się w popkulturze.
- „Sztuka powinna dzielić”. Drag queen podkreślił, że jeśli sztuka nie wzbudza emocji, to nie jest sztuką. Jej występ miał być szczery i reprezentatywny.
- Cel: Jedność i miłość. Barbara Butch, lesbijka wcielająca się w postać przypominającą Jezusa, umieściła na swoim profilu na Instagramie informację, że jej celem było „jednoczenie ludzi, gromadzenie ich i dzielenie się miłością przez muzykę”.
Te wypowiedzi stanowią wyraźny kontrast do oficjalnych tłumaczeń Komitetu. Pojawia się pytanie, czy organizatorzy świadomie wybrali taką strategię komunikacji, czy też faktycznie nie przewidzieli skali oburzenia.
Reakcja na oburzenie
Wypowiedzi artystów wywołały jeszcze większe poruszenie wśród grup religijnych, zwłaszcza wśród katolików. Liczne głosy krytyki napłynęły od znanych postaci ze świata religii i polityki. Biskup Robert Barron, amerykański futbolista Hari Harrison Butker, a także Konferencja Episkopatu Francji potępili scenę jako „drwinę i kpiny z chrześcijaństwa”. Szczególnie mocno zareagował włoski dziennik „Avvenire”, powiązany z Kościołem Katolickim.
Oficjalne przeprosiny?
Mimo rosnącej fali krytyki, rzecznik prasowy „Paris 2024”, Anne Descamps, podczas konferencji prasowej stwierdziła: „Oczywiście, nigdy nie chodziło o to, by okazać brak szacunku wobec jakiejkolwiek grupy religijnej. Ceremonia miała być próbą świętowania tolerancji między społecznościami. Uważamy, że ten cel został osiągnięty. Jeśli ludzie zostali urażeni, bardzo za to przepraszamy.”
Te słowa brzmią nieco dwuznacznie, łącząc przeprosiny z ponownym tłumaczeniem intencji. Dyrektor artystyczny ceremonii, Thomas Jolly, dodał, że „temat nie był subwersywny” i że chcieli mówić o różnorodności, która dla Francji oznacza swobodę twórczą i artystyczną.
Czego tak naprawdę chciano?
Prezydent Paryskich Igrzysk Olimpijskich, Tony Estanguet, podkreślił, że ceremonia miała odzwierciedlać francuskie wartości i zasady, zachęcając do refleksji. „To francuska ceremonia, dla francuskich igrzysk” – powiedział, podkreślając znaczenie wolności słowa w tym kraju. Jednakże, te zapewnienia nie uspokoiły nastrojów i pozostawiły wiele pytań bez odpowiedzi.
Cała sytuacja pokazuje, jak cienka jest granica między artystyczną ekspresją a potencjalną obrazą uczuć religijnych. Czy taka scena była konieczna, aby zamanifestować francuską otwartość i różnorodność? Jakie powinno być podejście organizatorów tak ważnych wydarzeń sportowych do kwestii wrażliwych społecznie?








