Wyobraź sobie, że czekasz na ważną wizytę u specjalisty od miesięcy. W końcu przychodzi ten dzień, a tuż przed wejściem dowiadujesz się, że Twój lekarz został nagle zmieniony na kogoś zupełnie obcego. Brzmi jak koszmar? Wkrótce może stać się rzeczywistością dla wielu pacjentów w Polsce.
To nie fantazja, lecz pilotażowy program, który ma rzekomo usprawnić system. Ale czy zamiast pomóc, nie zabierze nam czegoś fundamentalnego – prawa do wyboru człowieka, któremu ufamy w sprawach naszego zdrowia?
Zmiana bez ostrzeżenia: od lekarza do gabinetu
Już wkrótce niektóre placówki medyczne zaczną stosować nowy system rejestracji. Zamiast zapisać się do konkretnego kardiologa czy neurologa, pacjent będzie rejestrowany do ogólnego gabinetu specjalistycznego. Kto dokładnie go przyjmie? Okaże się dopiero na dzień przed wizytą.
Pomysł ten popiera Ministerstwo Zdrowia, które widzi w nim środek na walkę z długimi kolejkami. Jednak branża medyczna i pacjenci podzieleni są w opiniach. Jedni widzą w tym szansę na szybszy dostęp do opieki, inni – naruszenie podstawowych praw.
Głos pacjenta: „On mnie zna”
Pani Irena, mieszkanka Warszawy, od lat leczy się u tego samego neurologa. „Znam go, on zna moją historię. To ułatwia komunikację i sprawia, że czuję się bezpieczniej. Trudno sobie wyobrazić tłumaczenie wszystkiego od nowa za każdym razem” – mówi, podkreślając znaczenie ciągłości opieki.
Jej obawy podziela dyrektor operacyjny „Affidea”, Daiva Adomaitienė. „Słyszeliśmy o planach przypisywania pacjentów do wizyt, niezależnie od lekarza, byle tylko kolejki były krótsze. To budzi głębokie zaniepokojenie” – stwierdza.
Ministerstwo Zdrowia: „Efektywne narzędzie”
Minister Zdrowia, Marija Jakubauskienė, potwierdza: „Usunięcie nazwiska lekarza z systemu rejestracji to faktycznie efektywne narzędzie do skracania kolejek. W ramach pilotażu placówki chętne do udziału będą rejestrować pacjentów do gabinetów specjalistycznych, a nie do konkretnych lekarzy.”
„Celem jest redukcja kolejek, co jest potrzebne. Ale odebranie pacjentowi prawa wyboru lekarza to naruszenie fundamentalnej zasady” – ripostuje Adomaitienė.
Eksperci vs. praktyka: czy każdy lekarz jest równy?
Przedstawiciele Ministerstwa podkreślają, że każdy lekarz po studiach medycznych jest profesjonalistą. „Nie ma dobrych i złych specjalistów. Wszyscy skończyli studia medyczne” – dodaje przewodnicząca Komisji Zdrowia, Lina Šukytė-Korsakė.
Jednak w praktyce opinie pacjentów potrafią być znacznie bardziej zróżnicowane. Czy sami decydenci z chęcią poszliby do lekarza, o którym w internecie krążą opinie typu „arogancka, nie słucha pacjenta”? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Głosy poparcia i wątpliwości
Nie wszyscy pacjenci podchodzą do zmian negatywnie. Niektórzy widzą w nich szansę:
- „Czekam na wizytę pół roku w państwowej przychodni. Jeśli dzięki temu dostanę się szybciej do jakiegokolwiek specjalisty, to wolę nieznanego lekarza niż dalsze siedzenie w domu.”
- „Jeśli naprawdę źle się czuję i potrzebuję pomocy, to czy warto czekać dwa miesiące, żeby trafić do tej samej osoby, skoro można iść do innej?”
Z drugiej strony, niektórzy politycy, jak posłanka Jurgita Sejonienė, zwracają uwagę na specyficzne sytuacje: „W przypadku chorób przewlekłych, gdy pacjent jest pod stałą obserwacją, kluczowe jest, by opiekę sprawował ten sam lekarz, który zna jego historię medyczną. Wówczas rejestracja do konkretnego specjalisty ma sens.”
Co dalej? Eksperyment na pacjentach
Jeśli pilotaż w wybranych placówkach okaże się sukcesem, ministerstwo rozważa rozszerzenie tego modelu na inne szpitale i przychodnie w całym kraju. Oznaczałoby to koniec komfortu wyboru dla milionów pacjentów. Czy system zarejestruje nas do gabinetu, czy do lekarza, który naprawdę potrafi nam pomóc?
Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Czy zmiana sposobu rejestracji faktycznie skróci kolejki, czy może zuboży opiekę medyczną?








