Radziecki relikt na wileńskich ulicach: Czas na zmiany, zwłaszcza w tym miejscu

Widok, który budzi gorzkie uczucia, nadal gości na ulicach Wilna. Obok najważniejszych budynków stolicy wciąż można natknąć się na stalowe włazy studzienek z wyraźnymi, radzieckimi napisami. Mieszkańcy są oburzeni i uważają, że nadszedł najwyższy czas na ich wymianę, zwłaszcza w strategicznych lokalizacjach. Dlaczego ten symbol przeszłości wciąż tkwi w przestrzeni publicznej miasta, które dąży ku nowoczesności?

Oburzenie mieszkańców i potrzeba zmian

W samym centrum Wilna, przed budynkami Sejmu Litwy, na Placu Niepodległości – miejscu, gdzie odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe – w oczy biją pozostałości po radzieckiej przeszłości. Na studzienkach kanalizacyjnych wciąż widnieją litery cyrylicy. Ta sytuacja wywołuje silne emocje wśród przechodniów.

Co mówią mieszkańcy Wilna?

  • „Bardzo nieprzyjemnie. Zauważasz to sam? Tak. Bardzo rani. Naprawdę. Czas byłby już, zwłaszcza w tym miejscu, żeby to zmienić.“
  • „Przypomina te straszne czasy, pewnie hałasuje i jest niskiej jakości.“
  • „Nie wiem, czy potrzeba głębszej refleksji, patrząc na te dni. Wydaje mi się, że zamieniajmy! To boli.“
  • „Myślę, że należałoby wymienić. Może w ogóle, skoro z czasów Związku Radzieckiego, to ile one mają lat, może już źle spełniają swoją funkcję?“
  • „Cóż, czy my nie mamy normalnych włazów? Zróbcie własne zamówienie i tyle! A zwłaszcza na takim placu z taką historyczną przeszłością, no to już całkowicie…”

Te wypowiedzi jasno pokazują skalę niezadowolenia. Wiele osób uważa, że symbole minionej epoki, zwłaszcza w miejscach o szczególnym znaczeniu, powinny zostać usunięte jak najszybciej. Trudno się z nimi nie zgodzić – widok radzieckich inskrypcji na ulicach nowoczesnego miasta, które celebruje swoją niepodległość, może być odbierany jako symboliczny regres.

Obietnice wymiany – kiedy nastąpią zmiany?

Przedstawiciele spółki „Vilniaus vandenys“ (Wileńskie Wodociągi) potraktowali sprawę poważnie. Po zapytaniu o obecność studzienek z radzieckimi napisami, tego samego dnia wysłali pracowników, aby sprawdzili, czy w pobliżu Sejmu znajdują się należące do nich studzienki z radzieckimi symbolami. Okazało się, że nie znaleziono studzienek z całkowicie zatartą radziecką symboliką, a jedynie napisy wykonane cyrylicą.

„Vilniaus vandenys“, faktycznie, nie eksploatuje studzienek z rosyjską symboliką. Pozostały napisy wykonane cyrylicą. Uściślimy, ile tych włazów znajduje się w reprezentacyjnych miejscach i wiosną zaczniemy je wymieniać” – obiecał przedstawiciel „Vilniaus vandenų“, Viktoras Matonis. Spółka deklaruje wymianę przynajmniej w głównych placach miasta tak szybko, jak będzie to możliwe.

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku spółki „Grinda“, odpowiedzialnej m.in. za odwodnienie miasta. Początkowo twierdzili, że wymieniają włazy, potem, że planują to zrobić kiedyś, a ostatecznie zdecydowali, że wymiana nastąpi dopiero wtedy, gdy włazy staną się niebezpieczne.

„Są one wymieniane zgodnie z kolejnością, jak już wspominaliśmy, przede wszystkim te, które stwarzają ryzyko, które są zużyte, w jakiś sposób dudnią, chwieją się i tym podobne” – mówiła przedstawicielka „Grindos“, Ieva Stanienė. Taka postawa budzi kolejne pytania – czemu nie można działać proaktywnie?

Burmistrz nie widzi problemu?

Mer Wilna, Valdas Benkunskas, zdaje się nie przywiązywać wagi do obecności radzieckich napisów na włazach, lub uważa, że budynki Sejmu to „zapomniany zakątek”.

„Przez 35 lata niepodległości wykonano naprawdę wiele prac, jeśli gdzieś jakiś zakątek się uchował, to zostaną one wymienione wtedy, gdy będzie naprawiana cała infrastruktura” – stwierdził Valdas Benkunskas. Jego wypowiedź sugeruje, że wymiana nastąpi dopiero w ramach szerszych prac infrastrukturalnych, co oznacza dla mieszkańców potencjalnie długie czekanie.

Warto zaznaczyć, że wileńskie studzienki mogą należeć do różnych spółek: telekomunikacyjnych, energetycznych, wodociągowych, ciepłowniczych, a także do wspomnianej „Grindos”. „Vilniaus vandenims“ w stolicy należy około 84 tysiące włazów studzienek. „Grinda“ zarządza około 70 tysiącami włazów studzienek wód opadowych. „Šilumos tinklams“ w stolicy należy ponad 15 tysięcy włazów. Jednak żadna ze spółek nie prowadzi szczegółowych statystyk, ile włazów zostało wymienionych na nowe, a ile z nich to wciąż radzieckie relikty.

Kosztowne dziedzictwo

Wszyscy rozkładają ręce, twierdząc, że te włazy nie są tanie – kosztują około tysiąca euro każdy. Co więcej, ich wymiana nie jest prostą operacją, ponieważ często wymaga modernizacji całej instalacji studzienki. W związku z tym, wymiana wszystkich włazów należących do trzech głównych spółek mogłaby kosztować nawet 169 milionów euro. Z tego powodu firmy często decydują się na prostsze rozwiązanie – starcie napisu z włazu.

„Zapewne zdarzają się przypadki, że na przykład pracownicy, którzy otrzymują zadanie zeszlifowania tych napisów, być może nie wykonują go do końca. No cóż, różne rzeczy się zdarzają” – zastanawiał się przedstawiciel „Vilniaus šilumos tinklų“ (Wileńskich Sieci Ciepłowniczych), Andrius Agintas. Jest to przykry obraz tego, jak podchodzi się do kultywowania pamięci i estetyki miasta.

Ale dopóki nie pojawi się pilna potrzeba, odradzieckiej spuścizny nie spieszymy się porzucać, bo się po prostu nie opłaca. Firmy czekają, aż elementy się zużyją i zostaną wymienione same, nawet w najważniejszych, reprezentacyjnych miejscach kraju.

Czy Wilno jest gotowe na gruntowne uporządkowanie swoich przestrzeni publicznych, czy też nadal będziemy świadkami takiej sytuacji? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Karolina Wójcik
Karolina Wójcik

Cześć! Jestem Karolina i wierzę, że życie powinno być proste i przyjemne. Od 5 lat testuję domowe triki, nowinki technologiczne i sposoby na oszczędzanie czasu, by dzielić się z Wami tylko tym, co naprawdę działa. Moim celem jest sprawienie, by każdy dzień był odrobinę łatwiejszy i pełen inspiracji. Prywatnie miłośniczka kawy i smart home.

Artykuły: 1163

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *